Wersja mobilna     +   Dodaj wydarzenie    Dodaj aktualność    Dodaj galerię    Zgłoś temat    Dodaj ogłoszenie    Dodaj ofertę  

Przeczytaj:
21-latek stracił 10 tys złotych
Wdrożenie e-usług w "Centrum Medycznym w Łańcucie"
Potrącony i przejechany przez samochody
Kolęda jako wspólna droga
home > Start > Aktualności > Łańcucki wizjoner
Rozmiar tekstu:
AAA
ŁAŃCUT
2025.11.22 08:04 | aktualizacja: 2025.11.22 08:06

Łańcucki wizjoner

150 lat temu 23 listopada 1875 roku zmarł w Łańcucie niezwykły duchowny, jezuita ksiądz Józef Wojciechowski. Dzięki swoim nadprzyrodzonym zdolnościom nie tylko łańcuccy wierni otaczali go wielkim szacunkiem.Głosząc kazania uciszał burze, uzdrawiał chorych, chrzcił niewierzących. Obiecał tutejszym mieszkańcom, że po śmierci będzie chronił miasto; po śmierci także jego grób obrósł legendą...
Łańcucki wizjoner
Łańcucki wizjoner

Kiedy zniesiono dominikański klasztor w Łańcucie - w 1820 roku na parafii świeckiej pozostał jedynie schorowany, stary proboszcz. Miasto pogrążyło się w marazmie i obojętności wiernych. Nastąpił kryzys moralny życia duchowego. Dla pomocy starego proboszcza do Łańcuta hrabia Alfred Potocki sprowadził dwóch jezuitów; dał im do dyspozycji pustą wikarówkę i utrzymanie. Kiedy w 1823 roku zmarł proboszcz, jezuici objęli administrację parafią. Hrabia Alfred Potocki poprosił biskupa przemyskiego Antoniego Gołaszewskiego oraz cesarza austriackiego Franciszka o zezwolenie na utworzenie "małego kolegium jezuickiego" w Łańcucie. Tę prośbę "oddał na osobistym posłuchaniu" cesarzowi - jak relacjonowała w liście do prowincjała jezuickiego hrabina Józefina Potocka żona Alfreda. Cesarz miał rzec" wdzięczny mu jestem za tak dobrą myśl i pewnym być możesz najpomyślniejszego skutku..."

Jezuici mieli nauczać w szkole i prowadzić duszpasterstwo dochody zaś czerpać z majątku przeznaczonego wcześniej dominikanom. Wspomniana żona ordynata hrabina Józefina Potocka tak pisała do prowincjała jezuitów: "zechciej mnie Panie Dobrodzieju jak najobszerniej w tej mierze informować, gdyż bardzo zależy mi na tem, żeby to życzenie moje jak najprędzej przyjść mogło do skutku."

Problemy z finansowaniem klasztoru i zatarg z dominikanami

Jednak sprawy urzędowe przeciągały się około dziesięciu lat (m.in. kłopoty z uzyskaniem pozwolenia od generała jezuitów, z którym kontaktu zabraniały władze austriackie i dyspensy papieskiej na przejęcie świeckiej parafii, zbyt małe dochody na utrzymanie zakonników). Choć Potocki przebudował plebanię dla czterech jezuitów własnym kosztem, oświadczył, że nie będzie finansował klasztoru gdyż na takowy powinny starczać dochody z majątku pozostawionego po dominikanach (dochody z wsi Krzemienica i Dębina).

21 sierpnia 1835 roku Stolica Apostolska zamieniła probostwo świeckie na zakonne powierzając je jezuitom. Kiedy jednak o sprawie przybycia do Łańcuta jezuitów i oddaniu im dotacji z majątku dominikanów dowiedział się prowincjał dominikanów, zażądał oddania probostwa i budynków dawnego klasztoru łańcuckiego dominikanom. W ciągnącej się latami sprawie głos zabierał nawet papież Pius IX mówiąc, że sprawa należy do biskupa przemyskiego...

Jezuici pozostali w tym mieście do 1890 roku. Dom zakonny w Łańcucie był ośrodkiem misyjnym na Galicję - co znaczyło, że ojcowie wyjeżdżali stąd na tereny galicyjskie w celu prowadzenia tzw. misji ludowych.

Bohater naszej opowieści ojciec Józef Wojciechowski był Czechem z pochodzenia, urodził się w Welwarach koło Pragi w 1810 roku. Przez pewien czas służył w wojsku, ostatecznie jednak wybrał nowicjat zakonny w austriackim Grazu. Po święceniach zakonnych był profesorem gramatyki w Nowym Sączu 1844-48. Podczas rozproszenia jezuitów w monarchii austriackiej pracował na Śląsku w Rozdziałowicach i Bogucicach. Do Łańcuta przybył w 1855 i pracował tutaj do 1875 roku (z przerwą na posługę w Pradze 1866-67 i Rudzie Śl. 1869-70). Swoją duchową posługę pełnił przez pewien czas w czeskich dobrach hrabiny Lobkowitz.

Uciszał burze, dzieci jako anioły ofiarował Niebu

Wkrótce zwrócił na siebie uwagę, kiedy podczas kazania na rynku w Koźlu ukląkł na środku miasta i modlił się o ustanie burzy. Istotnie - przestało padać, a tłum zebranych mieszkańców był świadkiem, jak zza chmur wyjrzało słońce. Podczas tego zdarzenia miał się także wydarzyć spektakularny cud nawrócenia protestanckiego oficera. Jak informował nekrolog zamieszczony w 1877 roku w jednej z jezuickich gazet ojciec Wojciechowski potrafił także przewidywać kary. W pewnym miasteczku w Czechach zauważyć miał wielu grzeszników. Na tamtejszym więc rynku wołał: "Co wam teraz powiem, tego nie powiedziałem nigdy w całym życiu moim; ale zmuszony jestem powiedzieć, że za dwa tygodnie ukarze was Pan Bóg cholerą, i przyjdziecie do mnie i będziecie mnie prosić o naukę i spowiedź. I istotnie za dwa tygodnie ponad trzydziestu mieszkańców miasta zachorowało na cholerę. Opowiadano także, iż podczas jednego z kazań poświęconych szóstemu przykazaniu Dekalogu ("Nie cudzołóż") ojciec Wojciechowski kazał wyprowadzić z miejscowego kościoła dzieci i...obrazy tych świętych, którzy swoje życie oddali za zachowanie czystości; wyprosił także księży ze świątyni choć jednemu z nich udało się ukryć na kościelnym chórze, gdzie ów ksiadz spędzić miał godziny grozy słuchając poruszającej homilii.

Kiedy ojciec Józef został wysłany przez władze zakonne do pracy na placówkę łańcucką w 1855 roku, w miasteczku panowała epidemia cholery. Rozeszła się wkrótce wieść, iż ów jezuita posiada niezwykły dar leczenia i prorokowania oraz czytania w ludzkich duszach i zapowiadania przyszłych wydarzeń. Miał wówczas leczyć mieszkańców zwykłymi gruszkami; ten kto zjadał ofiarowaną przez zakonnika gruszkę wkrótce przychodził do zdrowia...Chrzcił również żydowskie dzieci, które "jako anioły ofiarowywał Niebu"...

Gra na skrzypkach i przyciąga ludzi

Nasz niezwykły zakonnik lubił chodzić piechotą, udając się do najdalszych zakątków ziemi łańcuckiej. W podniszczonej sutannie, podpierał się pielgrzymim kosturem, wchodził pod chłopskie strzechy, spotykał się z ludźmi z którymi chętnie rozmawiał. Kiedyś poradził miejscowym chłopom aby wybudowali kapliczkę wotywną ku czci Panny Marii, wówczas epidemia cholery ustąpi. Kapliczkę postawiono z gliny i cegły, pokryto gontem i umiejscowiono na rozstaju dróg prowadzących w stronę Łańcuta, Woli, Głuchowa i Dębiny. Kapliczką do dzisiaj opiekują się potomkowie wystawcy. W czasie ostatniej wojny kapliczka służyła jako punkt kontaktowy i miejsce przechowywania wyrobów żywnościowych własnej produkcji, rozprowadzanych następnie wśród zaprzyjaźnionych osób, co było surowo zabronione przez władze okupacyjne.

Szczególnie upodobał sobie podłańcucką wieś Soninę. Miało tam mieszkać szczególnie dużo obojętnych religijnie ludzi. Ojciec Wojciechowski siadywał więc pod drewnianym kościołem i...grał na skrzypcach. Wierni zbiegali się do grajka w jezuickim habicie, siadali wokół niego słuchając jego nauk. Każdego ojca zakonnik zobowiązywał, aby przy chrzcie dziecka posadził drzewo. Ojciec Józef wpadł na pomysł urządzenia obok kościoła ogrodu św. Jana Chrzciciela. Miał tam znajdować się staw, sad, poletko jarzyn i klomby kwiatów. Wszelkie dochody z ogrodu obracano na potrzeby sonińskiej świątyni.

W czasie swoich wędrówek ojciec Józef szczególną troską otaczał dzieci, zbierając dziatwę wokół kapliczek, nauczając prawd wiary i prostych modlitw. Wielu z nich - co niebywałe - przepowiadał przyszłe losy, a nawet drogę kapłańską. Szerzył również kult Matki Bożej z Łańcuta. Z ubogimi dzielił się wszystkim tym co miał akurat pod ręką. W okolicy Łańcuta za sprawą jezuity ludzie stawiali drewniane krzyże w celu uproszenia narodzin długo oczekiwanego dziecka.

W szponach śmierci

W listopadzie 1875 roku podczas nieszporów w drewnianym kościółku w Soninie doznał wylewu. Ludzie schodzili się z najdalszych okolic do kościoła parafialnego w Łańcucie modląc się o życie i zdrowie dla tego świątobliwego kapłana. Odprawiano błagalne msze święte w intencji powrotu do zdrowia kochanego ojca. I stała się rzecz niezwykła... Jezuita odzyskał świadomość, choć już w pełni nie powrócił do zdrowia. Zostawił jednak łańcucianom duchowy testament.

Obiecał, iż będzie upraszał przed Tronem Najwyższego liczne łaski dla miasta i jego mieszkańców. Powiadano, iż ksiądz Józef obiecał upraszać dla miasta ochronę przed klęskami i wojnami; prosił by modlono się przy jego grobie na łańcuckim cmentarzu. Grób ten rzeczywiście licznie odwiedzano już krótko po śmierci ojca Józefa. Piękne legendy mówiły iż przed wybuchem I i II wojny światowej miały pojawić się na grobowym krzyżu łańcuckiej mogiły pęknięcia i zarysowania. Miał to być wedle starszych mieszkańców znak - ostrzeżenie przed nadciągającym niebezpieczeństwem; powtarzano, że sam ojciec Wojciechowski daje swoim parafianom znać, aby w porę przygotowali się na nadchodzące wojny. I rzeczywiście przeszły dwie wojenne nawałnice, które nie wyrządziły większych szkód miastu. Niemcy nie zniszczyli łańcuckiego grodu, a i nie słychać było o jakichś większych tragediach. W czasie tzw. pacyfikacji Łańcuta zginęło zaledwie dwie osoby. Podobnie już po wojnie Łańcut szczęśliwie omijały większe klęski żywiołowe. W czasach realnego socjalizmu władze partyjne miały ponoć zakazywać licznego zbierania się przy grobie księdza jezuity; ludzie jednak na bieżąco przychodzili nad mogiłę modlić się o liczne łaski dla siebie i miasta. Budowa małomiasteczkowego socjalizmu w Łańcucie nawet tego "z ludzką twarzą" i barwnymi (czerwonymi) pochodami również zakończyła się fiaskiem. Wielka historia w małym mieście nie pozostawiła zbyt wielu ujemnych następstw - upatrywano w tym opieki czeskiego jezuity, który nauczał prostych ludzi jak kochać Boga...

Arkadiusz Bednarczyk
REKLAMA
Oceń:
9 głosów
Łańcucki wizjoner, 5.0000 out of 5 based on 9 ratings
Arkadiusz Bednarczyk dodany
 
Odsłon: 9364
Dodaj zdjęcie

Waszym zdaniem (0)

Podaj login i hasło:
Login:
Hasło:
Skomentuj na forum:
Zarejestruj się
Jesteś już zarejestrowany na lancut.gada.pl? Zaloguj się
Imie lub nazwa:
Treść komentarza:
Przepisz niebieski tekst z obrazka wyżej:
Brak wpisów, Twój komentarz może byc pierwszy.
Zgodnie z ustawą o świadczeniu usług droga elektroniczna art 14 i 15 (Podmiot, który świadczy usługi określone w art. 12-14, nie jest obowiązany do sprawdzania przekazywanych, przechowywanych lub udostępnianych przez niego danych) wydawca portalu lancut.gada.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.
Przy komentarzu niezarejestrowanego użytkownika będzie widoczny jego ZAKODOWANY adres IP. Zaloguj/Zarejestruj się.
REKLAMA

Najpopularniejsze

Ostatnie komentarze

REKLAMA
 
telRedakcja telefon

795 977 761

alarmSkrzynka alarmowa

alert@lancut.gada.pl

emailRedakcja e-mail

redakcja@lancut.gada.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone lancut.gada.pl Projekt graficzny CePixel wykonanie eball
Mapa strony | Zapytania Google
x