
Gwizd spływającego oliwą parowozu, nawoływania peronowych, a na każdej większej stacji kolejowej mycie okien wagonów... W latach pięćdziesiątych XIX stulecia kolej żelazna rozpoczęła podbój Podkarpacia. Za budowę kolei odpowiadało Cesarsko-Królewskie Uprzywilejowane Towarzystwo Akcyjne Galicyjskiej Kolei Karola Ludwika...
W październiku 1851 roku w okolice Rzeszowa przyjechali inżynierowie z wiedeńskiej dyrekcji kolei. Zadaniem inżynierów było wyznaczenie trasy kolei z Dębicy do Jarosławia. Zaprojektowano nie tylko położenie torów kolejowych ale także mosty, wiadukty i budynki dworców.
Podpis pana hrabiego
W kwietniu 1857 roku udzielono koncesji nowo powstałemu Towarzystwu c.k. Uprzywilejowanemu Galicyjskich Kolei Żelaznych Karola Ludwika na budowę kolei m.in. z Rzeszowa do Przeworska. Dokumenty podpisał m.in. hrabia Alfred Potocki.
Jako ciekawostkę podam, iż kandydat do pracy na kolei musiał posiadać list polecjaący najlepiej od wpływowego duchownego (sic!), oficera lub doświadczonego kolejarza. Była to praca stabilna a po 35 latach otrzymywano prawo do emerytury.
Józef Osiecki "Koleje żelazne w Galicji" pisał w 1858 na etapie budowy linii kolejowej, "że tory kolejowe w Rzeszowie przebywają Wisłok i dążą w kierunku wschodnim do stacji Łańcut. Łańcut zaś ma 2.600 mieszkańców i posiada kilka znacznych fabryk, rafinerię spirytusu, fabrykę sukna w Rakszawie, fabrykę skór i rosolisów oraz godny do zobaczenia zamek wspaniały wraz z parkiem angielskim - własność Alfreda Potockiego."
Budynek dworca musiał być gotowy na otwarcie linii z Rzeszowa do Przeworska a więc 15 listopada 1859 roku. Posiadał oddzielną poczekalnię dla rodziny Potockich. Na specjalne życzenie ordynatów pociągi międzynarodowe zatrzymywały się na stacji w Łańcucie tak, aby zainteresowani mogli nabyć słynne łańcuckie rossolisy. Mieściło się także mieszkanie zawiadowcy stacji. Kilkadziesiąt metrów od dworca stała tzw. wieża ciśnień z żurawiem do uzupełniania wody dla parowozów. Została zniszczona podczas bombardowania Łańcuta w 1914 roku przez woska rosyjskie.
Smutne chwile łańcuckiego kolejnictwa
W historii łańcuckiego dworca zdarzały się i przykre chwile... 18 marca 1895 roku na dworcu kolejowym w Łańcucie doszło do straszliwego wypadku. Przeczytać o tym można było w kronikach kryminalnych rzeszowskich gazet. Była północ. Pociąg jadący ze Lwowa do Krakowa zatrzymał się na stacji. Wysiadła z niego grupka ludzi.
Wśród wysiadających był kościelny z klasztoru jezuickiego ze Lwowa 20-letni Józef Wnęk. Kiedy zeskakiwał z wagonu trzeciej klasy poślizgnął się i wpadł pod koła wagonu. W tym samym momencie pociąg ruszył. Młodego człowieka ciężki kolejowy wagon rozjechał i straszliwie zmasakrował.
Podobno zegarek który miał ze sobą ów młody człowiek został wgnieciony w ciało. Na stacji, a była, przypomnijmy, północ, wybuchła panika. Rozległ się jęk rozpaczy i przerażenia podróżnych, którzy powysiadali z pechowego pociągu. Zbiegli się także mieszkańcy okolicznych domostw.
Przybyły na miejsce lekarz stwierdził zgon. Jak później ustalono Józef Wnęk, przyjechał do Łańcuta, aby stawić się przed austriacką armią do poboru. On sam mieszkał w Brzózie Stadnickiej, od niedawna znalazł wymarzoną pracę we Lwowie, do domu przyjeżdżał raz na parę miesięcy.

Zarejestruj się
Zaloguj się




















Redakcja telefon
Skrzynka alarmowa
Redakcja e-mail